WYWRÓCIŁA MOJE ŻYCIE DO GÓRY NOGAMI

 

fot.Brent Moore/flickr.com
fot.Brent Moore/flickr.com

              Moja przyjaźń ze św. Faustyną trwa od niecałych 3 lat.  Zaczęła się w najmniej oczekiwanym momencie. W każdym możliwym aspekcie mojego życia nie układało się dosłownie nic. Byłem całkowicie pogubiony, samotny, nieszczęśliwy i nie wiedziałem gdzie mam szukać pomocy. Korzystałem z tego co oferuje mi świat, ale ciągle czułem, że to nie jest to. Do Kościoła z małymi przerwami chodziłem od zawsze, ale w tamtym czasie po prostu już nie miałem na to siły. A jeśli byłem to jedynie ciałem, gdzieś na zewnątrz, byleby mieć „czyste” sumienie, że mam „zaliczoną mszę”.  Tak samo ze spowiedzią św. Chodziłem od święta do święta. Jednak sumienie ciągle podpowiadało mi, że coś jest nie tak…

KTOŚ już wtedy się o mnie upominał.

Pewnego zimowego wieczoru nadszedł ten dzień, kiedy stanąłem z samym sobą w całkowitej prawdzie. Byłem na zupełnej pustyni duchowej. Wtedy tego nie rozumiałem. Myślałem, że jeśli Bóg jest miłosierny, to spełni wszystko czego ja oczekuję, bo przecież wiem co dla mnie jest najlepsze. I miałem do niego ogromne pretensje, że robi mi taką „krzywdę”, a czasem nawet powątpiewałem w Jego istnienie. Czułem, jakby ukrył się przede mną i pamiętał o wszystkich, ale nie o mnie.

I tego właśnie zimowego wieczoru, który doskonale dziś pamiętam wydarzyło się coś czego nigdy nie zapomnę. Czułem się tak samotny i tym wszystkim zmęczony, że po prostu uklęknąłem i zacząłem płakać.  Trwało to może godzinę czasu, może więcej – tego nie pamiętam. (A miałem taki okres w życiu, że nie modliłem się prawie wcale.) Ale wtedy powiedziałem: Panie Jezu, jeśli jesteś to zrób coś z tym wszystkim, bo ja po prostu już nie daję rady. Tyle zdołałem powiedzieć. Resztę kryłem w sercu i nie byłem w stanie nic więcej wymówić. To była moja modlitwa.

I uwierzcie mi, ale później zaczęły się dziać po prostu ciche cuda. W kolejnych dniach siedząc przy swoim komputerze zacząłem myśleć, aby poszukać świadectw osób, które również starają się szukać Boga – tego żywego, który jest pośród nas.

Tak natrafiłem na „Dzienniczek”. I od tych niespełna 3 lat jest to lektura mojego życia, z którą nie rozstaje się na co dzień. To teksty tam zawarte dają mi siłę do życia, otuchę i pokrzepienie. Tam też dowiedziałem się, że Bóg nie zamyka dla NIKOGO drogi, wręcz przeciwnie – mówi, że grzesznik jest Jego chwałą. Piszę o tym, bo miałem myśli, że może po prostu Bóg każe mnie za moje grzechy. Ale to nie jest prawda. To wmawia nam szatan, który przez Boże Miłosierdzie traci najwięcej dusz.

Dla mnie teksty Dzienniczka swą uderzającą prostotą są Ewangelią Miłosierdzia dla każdego z nas – bez wyjątku. Wiele osób powątpiewa w słowa Jezusa tam zawarte, ale przecież On sam powiedział, że nie zostawi nas samych, tak samo jak Bóg Ojciec nie zostawił swojego ludu i dał proroków przed przyjściem swojego Syna.

Na dzień dzisiejszy nie mam wątpliwości, że to św. Faustyna upomniała się o mnie u Jezusa. I to jej chciałbym właśnie przed Wami, którzy czytają ten tekst podziękować, za to, że wtedy wyciągnęła do mnie swą pomocną dłoń. Właśnie po to są święci ,aby byli naszym drogowskazem i pokazywali nam jedyną i właściwą drogę – drogę do Jezusa. I aby właśnie w takich trudnych momentach, na naszych życiowych zakrętach, potrafili prostować nam ścieżkę – tak jak GPS. Czasami prowadząc gdzieś obok, po nierównej, wyboistej drodze, ale kierując nas zawsze do celu. Pan Bóg czasem doświadcza człowieka, wyprowadza go na pustynię, tak jak i mnie, aby człowiek dotykając swoich słabości, cierpień i niedoli mógł chwycić się ręki Miłosiernego. Jest nieskończenie kreatywny i zawsze szuka. Jeśli nie wypali plan A, to realizuje plan B, a jeśli trzeba to tworzy specjalny alfabet oczekując Twojego TAK. Specjalnie dla Ciebie.

Faustyna, to moja szczególna i ulubiona święta. Staram się codziennie czytać to co po sobie zostawiła, czyli teksty z „Dzienniczka”, ale też nim żyć! Proszę Ją także o dodatkowe wstawiennictwo.  Często będąc w kaplicy klasztornej z łaskami słynącym obrazem Jezusa Miłosiernego i grobem św. Faustyny w Krakowie – Łagiewnikach modlę się w różnych intencjach – nie tylko swoich, osób mi bliskich, ale zupełnie obcych ludzi, którzy mnie o to proszą. I przyznam pokornie, że nie sądziłem iż Pan Bóg potrafi dawać, to o co prosimy w takich drobnych szczegółach, o jakich nawet nie ośmieliłem myśleć, a co dopiero prosić. Ta chwiejność bierze się czasem z mojego niedowiarstwa i również często modląc się proszę o przymnożenie swojej wiary, której w pewnych momentach mi brakuje. Poprzez słowa Jezusa przekazane w Ewangelii: „Darmo otrzymaliście, darmo dawajcie” , staram się mówić o  Miłosierdziu, którym Pan Bóg dotknął też mnie – swojego grzesznika. Od pola internetowego po zwykły kontakt z drugim człowiekiem.

To świadectwo piszę, dla tych osób, które również szukają sensu życia, też są na swoim zakręcie i również potrzebują wsparcia oraz mocnych słów, że Pan Bóg nikogo nie przekreśla.

“Namawiaj wszystkie dusze do ufności w niepojętą przepaść miłosierdzia Mojego, bo pragnę je wszystkie zbawić. Zdrój miłosierdzia Mojego został otwarty na oścież włócznią na krzyżu dla wszystkich dusz – NIKOGO nie wyłączyłem” (Dz 1182).

Jezus jest Miłością i samym Miłosierdziem. On chce uzdrowić i uleczyć rany Twojego serca.

Tak Twoje…

Bo jesteś Jego umiłowanym dzieckiem.

I pamiętaj, że nawet jeśli Ty zwątpisz w Niego, to On nigdy nie zwątpi w Ciebie.                               

Bądź uwielbiony, Panie Jezu, za to że dałeś nam taką świętą.

A Tobie, św. siostro Faustyno, z całego serca dziękuję, że właśnie wtedy się do mnie uśmiechnęłaś.

Lukasz_Slezak.001

Dodaj komentarz

Twój adres email nie zostanie opublikowany. Pola, których wypełnienie jest wymagane, są oznaczone symbolem *