,,Wielbi dusza moja Pana, gdyż wielkie rzeczy uczynił mi Wszechmocny i Miłosierny”

untitled

O Światowych Dniach Młodzieży, o tym, w jaki sposób oddziałują one na Kościół, świat i młodzież, można dużo mówić. Ja chciałbym opowiedzieć jak ŚDM zmienił moje życie.

Wszystko zaczęło się w 1991 roku. Wtedy Światowe Dni Młodzieży odbyły się na Jasnej Górze. Było to wydarzenie historyczne, bo po raz pierwszy zgromadziła się na nim młodzież ze Wschodu. Wśród ponad milionowej rzeszy wiernych była pewna młoda dziewczyna, która przybyła na jasnogórskie wzgórze pieszo z Krakowa, jak co roku. Tą dziewczyną była moja mama – Beata. Przyniosła wtedy ze sobą prośbę szczególną i tę powierzyła Maryi. Po powrocie do Krakowa Mama poznaje Tatę, biorą ślub i w 1996 roku na Świat przychodzę ja – Mateusz. Nawiasem mówiąc, całkiem niedawno dowiedziałem się, co oznacza moje imię – „dar od Boga”. W 2013 roku miałem jechać do Rio de Janeiro, ale ciężka choroba i operacja pokrzyżowały moje plany. Ostatecznie wylądowałem w Sanktuarium Bożego Miłosierdzia w Łagiewnikach na ,,Rio w Krakowie”. Okazało się to dla mnie błogosławieństwem! Kiedy Papież Franciszek ogłosił datę i miejsce kolejnych Światowych Dni Młodzieży popłakałem się z radości i krzyczałem wraz z tłumem młodych: ZAPRASZAMY!!!

Wkrótce zacząłem się angażować w działalność sekcji wolontariatu Komitetu Organizacyjnego ŚDM Kraków 2016. Brałem udział w Projekcie Wolontariat +, którego celem było przygotowanie i przeszkolenie tzw. liderów wolontariatu, którzy mieli kierować pracami wolontariuszy podczas wydarzeń centralnych w Krakowie. W czasie przygotowań do spotkania w Krakowie wydarzyło się w moim życiu wiele ważnych rzeczy. Otrzymałem też wiele darów. Jednak największym dla mnie prezentem od Boga, było to, iż postawił na mojej drodze wyjątkową osobę, kobietę, z którą chce iść przez życie. W dniu, w którym przyszła na pierwsze spotkanie wolontariatu, nogi się pode mną ugięły. Z czasem zaczęliśmy spędzać ze sobą coraz więcej czasu, jeździliśmy razem do Kalwarii, by Maryi opowiadać o swoim życiu.

Wreszcie nadszedł czas Światowych Dni Młodzieży. Od momentu ich rozpoczęcia, w Krakowie czuło się atmosferę czegoś niezwykłego. W dniu, w którym przyleciał Ojciec Święty pobiegliśmy pod Wawel, by go przywitać ze znajomymi. Potem Kasia podjęła szybką decyzję: Trudno, jestem głodna, ale idziemy pod Okno na Franciszkańską! To była jedna z najbardziej szalonych i odważnych decyzji w naszym życiu. Warto było czekać 4 godziny na papieża, by posłuchać tego, co miał do powiedzenia. Franciszek poruszył bardzo ważny temat – życia i śmierci, nawiązując do osoby naszego kolegi z komitetu ŚDM – Macieja Szymona Cieśli, który na początku lipca zmarł na raka kości. Wszyscy wierzyliśmy, że mimo ogromnego cierpienia Maciek doczeka czasu chwały Boga. Niestety, Bóg zabrał go do siebie 2 lipca (w dniu, w którym w wielu sanktuariach obchodzona jest uroczystość Nawiedzenia NMP). Następnego dnia uczestniczyliśmy na Błoniach w ceremonii powitania Ojca Świętego. Siedząc bardzo blisko ołtarza, mogłem dostrzec wielkie skupienie, ale i radość, jaka biła z twarzy papieża Franciszka. Ojciec Święty powiedział wówczas słowa, które bardzo urzekły moje serce: Czy umiecie marzyć? Kiedy serce jest otwarte, jest zdolne do marzeń, bo jest w nim miejsce na miłosierdzie. Te słowa utwierdziły mnie w przekonaniu, że warto marzyć i walczyć o marzenia. Ale nie samemu, bo tylko z Bogiem są one możliwe do zrealizowania. W sobotę skoro świt zameldowaliśmy się w sanktuarium w Łagiewnikach, by wraz z Ojcem Świętym rozważać w tym miejscu tajemnicę, która została tu objawiona św. Siostrze Faustynie. Były to dla mnie niezapomniane chwile. W niedzielę, w czasie, gdy Papież Franciszek celebrował Mszę Posłania, Kasia i ja zamiast na Brzegach, byliśmy w kościele ojców Bernardynów powitać cudowny obraz Matki Bożej, który przybył z Kalwarii na spotkanie Franciszka z wolontariuszami w Tauron Arenie. Wtedy stała się rzecz niezwykła. Kiedy modliliśmy się przed Obrazem, z zakrystii wyszedł jeden z braci. Zauważył, że mieliśmy na sobie identyfikatory wolontariuszy. Odsunął barierkę i powiedział: Proszę, podejdźcie i dotknijcie sobie Cudownego Obrazu. Oboje z Kasią do dzisiaj jesteśmy pod ogromnym wrażeniem. Potem pojechaliśmy do Tauron Areny. Temu ostatniemu spotkaniu towarzyszyły łzy i radość. Ojciec Święty był rozradowany widząc tyle uśmiechniętych twarzy. Zostawił nam wiele wskazówek, opartych na czterech słowach: pamięć, nadzieja, odwaga, i śmiałość. Mogę śmiało powiedzieć, że Papież dał nam receptę na to, jak przeżyć szczęśliwie życie z Bogiem, jeżeli tylko powierzymy się w Jego ręce przez Maryję.

Podsumowując, ŚDM to była przygoda życia, i Bogu za to niech będzie chwała! Niczego nie żałuję. Zrobiłbym to jeszcze raz dla Maryi i wolontariuszy, gdyby było trzeba. Ponadto chcę dodać, że Pan Bóg obdarzył mnie czterema przybranymi Siostrami. Zawsze chciałem mieć rodzeństwo…i proszę. Mam siostry: Kasię,Iwonę, Julkę i Tereskę. Z każdą z nich łączy mnie wyjątkowa więź i głęboka przyjaźń. Wiem, że zawsze mogę liczyć na ich wsparcie i pomoc. Z każą
z nich odnajduję wspólne tematy, lubimy się śmiać, rozmawiać godzinami przez telefon, czy spotykać się w kawiarni na dobrej,aromatycznej kawie.

Przed ŚDM spotkałem na swojej drodze wielu ludzi, mam przyjaciół, dostałem też w prezencie kierownika duchowego. Ale przede wszystkim, Bóg postawił na mojej drodze osobę, z którą chcę iść przez życie do Jezusa. Imię jej – Kasia. Światowe Dni Młodzieży w Krakowie zmieniły moje życie. A czy Ty chcesz, by ŚDM zmienił też Twoje? Jeżeli tak, to wypowiedz tylko te trzy słowa: Jezu, ufam Tobie! I przestań siedzieć na kanapie 😉

Mateusz Wałach, wolontariusz ŚDM Kraków 2016

Dodaj komentarz

Twój adres email nie zostanie opublikowany. Pola, których wypełnienie jest wymagane, są oznaczone symbolem *