Poznałem Go dzięki niej…

fot.steve p2008/flickr.com
fot.steve p2008/flickr.com

 

Wielu świętych Kościoła katolickiego i innych „ludzi chrześcijaństwa” miało wpływ na to, że znalazłem Boga, uwierzyłem w to, że istnieje i realnie Mu na mnie zależy. Czytałem dzieła Św. Augustyna z Hippony, Św. Ludwika Grigniona, Św. Jana Pawła II jak również Benedykta XVI. Rozczytywałem się w znakomitych pozycjach Vittorio Messoriego  czy też genialnego C.S. Lewisa. Wszyscy wyżej wymienieni  mają ogromny wpływ na ukształtowanie się moich poglądów w kwestii chrześcijaństwa. Jest jednak osoba, która sama jedna w krótkim czasie zrobiła więcej od nich wszystkich razem,  tą osobą jest Św. Faustyna Kowalska.

Orędzie o Bożym Miłosierdziu przez nią przekazane, w bardzo krótkim czasie dało początek najdynamiczniej rozwijającemu się kultowi na wszystkich kontynentach! Czy to już samo w sobie nie jest pewnego rodzaju cudem? Czymś wręcz szalonym? To nie wymyślona fantastyka przez świetnego pisarza lub przebiegłego oszusta, a najprawdziwszy fakt! U Boga nie ma nic niemożliwego, chciałoby się nawet rzec, że u Pana Boga to norma, standard, coś, co dla katolików jest chlebem powszednim, wizytówką Wszechmocnego.

Święci nie są doskonałymi jednostkami, to raczej ludzie, którzy mocno zdali sobie sprawę ze swej niedoskonałości. Dali się prowadzić  Bogu i przez tą pokorę i wypełnianie nauki  Chrystusa mieli i nadal mają wielki wpływ na całą cywilizację. Paradoksalnie, nie gonili za popularnością a tymczasem popularności i szacunku mogą im pozazdrościć największe gwiazdy filmu, czy muzyki. Coś, co jest małe w oczach świata ma nieskończoną wartość dla Boga i musi w końcu wykiełkować.

Czytając „Dzienniczek” Świętej Faustyny musiałem się co kilka linijek zatrzymywać, przeczytanie kilku kartek często zajmowało mi  godzinę (z góry uprzedzę przychodzące w pierwszej chwili  do głowy pytanie: Tak, potrafię czytać!) . Ze słów Świętej bije nie do opisania prawda, nie ma tam żadnego fałszu, wyolbrzymienia, ona to wszystko naprawdę przeżyła. Najmocniej w dziele Świętej Faustyny  rzuca się w oczy właśnie ta szczerość myśli, całe życie tej „Sekretarki” Bożego Miłosierdzia potwierdza prawdziwość tego wydarzenia, to niesłychane! Przed przeczytaniem „Dzienniczka” uważałem, że Bóg jest co prawda miłosierny, nie sądziłem jednak, że w takim stopniu. Przyznam szczerze, że to mnie zszokowało. Co kawałek zatrzymywałem się nad tekstem i rozważałem, zastanawiałem się „Czy Bóg może być aż tak miłosierny i dobry?” Z pomocą przyszły dosłownie w kilka chwil później słowa samego Jezusa, zapisane w „Dzienniczku”:  MIŁOSIERDZIE MOJE JEST TAK WIELKIE, że przez całą wieczność nie zgłębi go żaden umysł, ani ludzki ani anielski”.  Wtedy zrozumiałem, że i tak tego nie pojmę, ale muszę za to być tak wdzięczny, jak za każdą sekundę mojego życia. Święta Siostra Faustyna pokazała mi Jezusa Chrystusa, który kocha mnie bardziej niż cały wszechświat, Ciebie również.

Siostra Faustyna zaufała Chrystusowi, Pan Jezus stał się dla niej przewodnikiem, zaufała mu całą sobą, a On nie szczędził jej ogromu łask.  Należę do ludzi twardo stąpających po ziemi, gdy czemuś/komuś nie wierzę, od razu o tym mówię. Ciężko sprawić bym od tak, po prostu zaufał, nie mając bardzo rzetelnych argumentów ku temu.  Od 2010 roku zajmuję się amatorsko apologetyką chrześcijańską, czyli obroną wiary. Wątpliwości w wierze są rzeczą absolutnie normalną, zdarzają się gigantom wiary, to co dopiero takim osobom, jak ja. Mimo to, w pewnym okresie miałem aż za dużo tych wątpliwości, dzięki Faustynie zrozumiałem gdzie wcześniej popełniłem błąd. Próbowałem poznać Boga samym rozumem, kompletnie zagubiłem sedno wiary, zapomniałem otworzyć duszę na miłość Chrystusa. Bez tego ani na krok nie da się zbliżyć do poznania dobroci Boga.

Mylą się Ci, którzy szukają Boga tylko metodami naukowymi, nie skończy się ta droga powodzeniem, wiem coś o tym bo przez lata postępowałem podobnie.  Bez osobistej relacji z Jezusem  nie poznamy Go. Tak jak nie da się zrozumieć treści książki nie otwierając jej.  Po przeczytaniu jakiś trzydziestu procent „Dzienniczka” poszedłem do spowiedzi, dwukrotnie w ciągu dwóch tygodni.  „Przypadek” chciał, że zacząłem czytać „Dzienniczek” kilka tygodni przez Wielkanocą i Świętem Bożego Miłosierdzia i po raz pierwszy w swoim życiu uczestniczyłem w dwóch Świętach!  Po raz pierwszy  od kilkunastu lat byłem w Kościele dwie niedziele z rzędu i po raz pierwszy w ogóle w te dwa Święta!  Nigdy wcześniej nie pomyślałbym, że Święta Faustyna stanie się tą, która najwięcej „namiesza” w moim życiu duchowym. To zdecydowanie moja ulubiona, najważniejsza dla mnie Święta. Nie jest ona dla mnie jakimś odległym artefaktem przeszłości, jest zgoła zupełnie odwrotnie. Święta Faustyna stała się dla mnie bliską osobą, a kiedy zdarza się mi upaść, mam swoje „lekarstwo”. Tym „lekarstwem” jest Jezus Chrystus, którego najlepiej poznałem w „Dzienniczku” Siostry Faustyny. Dziękuję to za mało, postaram się lepiej żyć, z tego Św. Faustyna by się na pewno bardziej ucieszyła 🙂

adrian_santos_blog.001

Dodaj komentarz

Twój adres email nie zostanie opublikowany. Pola, których wypełnienie jest wymagane, są oznaczone symbolem *