DLA PRAGNĄCYCH NIEBA

             

fot.Andrew Malone/flickr.com
fot.Andrew Malone/flickr.com

             Jeśli zapytasz dzieci czy chcą pójść do nieba – to zwykle chórem odpowiedzą: Taaaaak! Jeśli zapytasz dorosłych – odpowiedź też, z reguły, będzie pozytywna. Ale już na pytanie: „Czy chcesz umrzeć?” entuzjazm znika. Może jeszcze nie teraz… Nie jestem gotowy… Jeszcze całe życie przede mną…

         Temat śmierci nie jest dzisiaj w modzie. Jak to możliwe, skoro wystarczy obejrzeć wiadomości, żeby widzieć i słyszeć o tym, co nieuchronnie czeka każdego z nas? Temat śmierci „nie pasuje” do współczesnego szybkiego życia nastawionego na przyjemność, na zaspokajanie swoich potrzeb – i to już, natychmiast! Temat śmierci odstrasza, bo jest niewiadomą, bo konfrontuje nas z tym, że życie się skończy – i co wtedy?

Nic?  Koniec?  Pustka?

Jaki więc sens ma to życie?

Jedno jest pewne – będziesz żył aż do śmierci. Pytanie tylko: jak? Co zrobisz ze swoim życiem?

Siostra Faustyna pisze: „Widzę, że jeszcze się nie spełniła we mnie całkowicie wola Boża, dlatego żyć muszę, bo przecież wiem, że jeżeli spełnię wszystko, co Bóg względem mnie postanowił, na ziemi, to dłużej mnie nie pozostawi na wygnaniu, bo domem moim jest niebo; ale nim pójdziemy do ojczyzny, musimy spełnić wolę Bożą na ziemi…” /Dzienniczek 897/

A gdzie jest TWÓJ dom?

Możesz wybudować sobie piękny dom na ziemi, luksusową willę z basenem i wszelkimi „fajerwerkami”.  Możesz odnaleźć swój dom w drugim człowieku, w miłości, w przyjaźni. Ale to wszystko przeminie. Kto stanął oko w oko ze śmiercią ten wie, że „nie ma mocnych”. Wtedy już nie liczy się to, co masz, ani jak wyglądasz. Wtedy doświadczasz tego, że życie jest ci podarowane i wiesz już, że ono nie jest w twoich rękach. To co masz do „zrobienia” w ciągu swojego życia, to przede wszystkim odkryć tę prawdę, że twoje życie jest w kochających rękach Boga Ojca. Od początku aż do końca! I że zostało ci podarowane, abyś z niego uczynił dar dla innych!

Możesz przeżyć życie szukając swojego domu i szczęścia tylko tu na ziemi, „korzystać” z życia udając, że myśl o śmierci w ogóle cię nie dotyczy. A możesz też żyć ze świadomością, że twoje życie jest darem od Boga, jest drogą, przygodą, podczas której masz odnaleźć i spełnić misję, której nikt inny za ciebie nie wykona.

Siostra Faustyna odnalazła swoją drogę i wypełniła misję, którą dał jej Bóg.

O mój Jezu, teraz obejmuję świat cały i proszę Cię o miłosierdzie dla niego. Kiedy mi powiesz, o Boże, że już dosyć, że już się spełniła całkowicie święta wola Twoja, wtenczas w zjednoczeniu z Tobą, Zbawicielu mój, oddaję duszę swoją w ręce Ojca niebieskiego, pełna ufności w niezgłębione miłosierdzie Twoje…” /Dzienniczek 1582/

Twoje życie jest cenne, jest bezcenne! bo Bóg oddał swojego Syna za Ciebie, abyś ty mógł żyć! I nikt na tej ziemi cię nie zastąpi i nie wypełni twojej misji, którą przygotował ci Bóg, aby doprowadzić cię do szczęścia. Gdy ją odnajdziesz i zaczniesz wypełniać, wtedy zrozumiesz, że śmierć jest tylko przejściem… do DOMU!

O dniu jasny i piękny, w którym się spełnią wszystkie życzenia moje, o dniu upragniony, który będziesz ostatnim w życiu moim! (…) Uzbrajam się w cierpliwość i czekam na przyjście Twoje, miłosierny Boże…

Bo ojczyzna moja to niebo. Wierzę w to niezbicie.”  /Dzienniczek 825, 1589/

s. M. Emanuela Gemza ZMBM

DLA ZABIEGANYCH

fot.Angelo Amboldi/flickr.com
fot.Angelo Amboldi/flickr.com

 

     Młoda Kowalska idzie ul. Świętojańską w Krakowie. Zwraca powszechną uwagę. Idzie powoli, pewnym krokiem, patrzy ludziom w oczy, bez lęku, uśmiecha się subtelnie. Nie wyróżnia się urodą, wzrostem, a już na pewno nie strojem, ale wyróżnia ją to, jak idzie. Jest niezaprzeczalnie królową Świętojańskiej.

Młoda Kowalska, Helena Kowalska, ta, którą w 2000 roku ogłoszono świętą, gdyby żyła współcześnie bez wątpienia nie lękałaby się wyróżniać z tłumu zaciągając hamulec ręczny w dzisiejszym pędzie za… No właśnie – za czym?

Święta specjalistka od zaufania Bogu została patronką Światowych Dni Młodzieży, które odbędą się w przyszłym roku w Krakowie. Ta świadoma celu swojego życia kobieta, skupiona na wytrwałym, żmudnym, codziennym dążeniu do Nieba patronuje młodym, których znaczną część można nazwać „pokoleniem JUŻ”. Postawiona młodym jako wzór do naśladowania, w swoim życiu przypominała łódkę rzuconą w nurt rwącej rzeki, na której unosiła się spokojnie wbrew prawom natury, we własnym tempie, przesuwając się do przodu po wzburzonych falach. Wydaje się, że tą nadprzyrodzoną siłą Świętej, czymś, co pozwalało jej oprzeć się głównym nurtom, które pochłaniają masy, było jej zaufanie. Ktoś, kto zakotwiczył się w Bogu żyjąc jeszcze na tym świecie, po części jest już w „innym świecie”, skąd pochodzi jego moc, by oprzeć się tendencjom masowym.

Dla pokolenia JUŻ liczy się tylko dzień dzisiejszy, doświadczenie chwili. Ci młodzi codziennie karmieni są medialną papką i często nawet nie zauważają, że spożywają elegancko podaną truciznę: „musisz to mieć, żeby być szczęśliwym; musisz tak wyglądać, żeby być kochanym; musisz i to JUŻ!” Interes wielkich korporacji się kręci, a młodzi wzrastają w postawie roszczeniowej, która zabija ich relacje z bliskimi, blokuje rozwój, zabiera radość życia. Pokolenie JUŻ jest nieszczęśliwe, gdy nie ma, bo „musi” mieć: lepsze, więcej i to dziś, bo inaczej depresja i „nie wstaję z łóżka”.

Pokolenie JUŻ bezrefleksyjnie pędząc przed siebie, zdobywając za wielką cenę nowe rzeczy, doświadczając nowych, chwilowych przyjemności, nawet nie zauważy zbliżającego się zakrętu i wykolei się przy pierwszej trudności życiowej, zapełniając gabinety psychologów i psychiatrów, tworząc coraz dłuższe kolejki w aptekach.

Pokolenie JUŻ nie jest jednak skazane na klęskę. Dostało prezent od Boga – bardzo niepozorny, ale z wielkim potencjałem wewnętrznym – świętą Faustynę, patronkę ŚDM 2016. Przed nią wielkie zadanie, do którego z pewnością podejdzie z wielkim spokojem. Przecież chodzi tylko o jedną literkę! Pokoleniu JUŻ trzeba pomóc „ż” zamienić na „t”. Siła małej łódeczki na wzburzonym morzu współczesności stanie się ich siłą. Wystarczy, że zgodzą się być posłusznymi temu kapitanowi w habicie i na burcie łódki swojego życia wymalują trzy niezwykłe litery: „JUT”, lub jeśli farby starczy, wersję rozwiniętą dla tych, którzy tego kodu jeszcze nie znają: „J” jak Jezu, „U” jak ufam, „T”, bo z Tobą dopłynę do Nieba.

s. M. Gaudia Skass ZMBM

DLA NIEZDECYDOWANYCH

Helga Weber/flickr.com
Helga Weber/flickr.com

 

Czujesz się czasem niezdecydowany? A może trudno ci podejmować decyzje, zwłaszcza te ważne – życiowe? Obawiasz się tego, co pomyślą inni i wolisz pójść na kompromis, albo nie masz odwagi bronić swoich wartości i rezygnujesz z tego, co dla ciebie ważne? Jeśli czasem tak bywa, to św. Faustyna jest patronką właśnie dla ciebie! Ona była kobietą, która wiedziała, czego chce.

Kiedy Faustyna (wtedy jeszcze Helena) miała 17 lat, wyjechała z domu do Łodzi, do pracy. Młodziutka, niepozorna dziewczyna ze wsi, szukając pracy, stawiała wymagania swoim pracodawcom. Zastrzegła sobie, że chce uczestniczyć codziennie we Mszy Św. i chodzić do konających, żeby się przy nich modlić – do pracy została przyjęta. Niedługo później, kiedy usłyszała w sercu bardzo silne wezwanie Pana Jezusa, że ma wstąpić do klasztoru – pomimo sprzeciwu rodziców – podjęła decyzję, zostawiła wszystko i wyjechała do Warszawy. Wujkowi, który próbował wpłynąć na zmianę jej planów odpowiedziała: „Ja idę Bogu służyć, bo to sobie od dziecka postanowiłam, i tak zrobię.”

Przed wstąpieniem do klasztoru jeszcze przez rok pracowała w Ostrówku pod Warszawą. Jej pracodawczyni próbowała przekonać ją, żeby jednak nie wstępowała do klasztoru, ale Helena trwała przy swojej decyzji. Jak postanowiła – tak zrobiła, pomimo niezrozumienia otoczenia i osób jej bliskich. Wiedziała jednak, że tego oczekuje od niej Bóg i to było też jej wielkim pragnieniem.

Kiedy wstąpiła do klasztoru zaczęło się dla niej całkiem nowe życie – nowe otoczenie, nowe wymagania i wyzwania, które niesie z sobą życie zakonne. Potrafiła sprostać tym wszystkim trudnościom, ponieważ wiedziała, że to jest jej droga do Boga.

„Jezu mój, Ty wiesz, że od najwcześniejszych lat pragnęłam zostać wielką świętą, to jest, że pragnęłam Cię kochać tak wielką miłością, jaką Cię jeszcze dotychczas żadna dusza nie kochała.”  /Dz. 1372/

Pomimo trudności i cierpień, których doświadczała  w swoim życiu była  zdecydowana trwać na drodze, którą wybrała i być wierną Bogu.

„… nie cofnę się z pola walki, chociaż mi pot śmiertelny zrosi czoło, nie wypuszczę miecza z ręki, aż spocznę u stóp Trójcy Świętej. Cokolwiek czynię, nie liczę na własne siły, ale na łaskę Bożą. Z łaską Bożą dusza może przejść przez największe trudności zwycięsko.” /Dz. 287/

Św. Faustyna była kobietą zdecydowaną, która wiedziała czego chce. Nie oznacza to jednak, że kierowała się w życiu tylko tym, czego chciała i co ona sama uważała za słuszne. Była tak bardzo zdecydowana iść za Jezusem i być wierną swojej decyzji, że mogła powiedzieć:

„Z ufnością i prostotą małego dziecka oddaję się dziś, Panie Jezu, Mistrzu mój; zostawiam Ci zupełną swobodę w kierowaniu moją duszą. Prowadź mnie drogami, jakimi zechcesz, ja nie będę ich dociekać. Pójdę ufna za Tobą. Twoje miłosierne Serce wszystko może.” / Dz. 228/

Nie było wcale łatwym dla Faustyny podejmować decyzje, które nie spotykały się ze zrozumieniem najbliższych. Nie było to proste trwać w powziętym postanowieniu, nie szukać kompromisu i być wierną bez względu na to, co powiedzą inni. Bóg był dla niej oparciem we wszystkich jej trudnościach, od Niego czerpała siłę do tego, by być wierną.

Faustyna – patronka niezdecydowanych.

 

s.M. Emanuela Gemza ZMBM

DLA SAMOTNYCH

fot.Flavio Spugna/flickr.com
fot.Flavio Spugna/flickr.com

 

„- Dobry wieczór – rzekł Mały Książę na wszelki wypadek.

– Dobry wieczór – powiedziała żmija.

– Na jaką planetę spadłem? – spytał Mały Książę.

– Na Ziemię, do Afryki.

– Ach… więc Ziemia nie jest zaludniona?

– Jesteśmy na pustyni. Na pustyni nikogo nie ma. – odrzekła żmija.

–  Gdzie są ludzie? – zaczął znowu Mały Książę. – Czuję się trochę osamotniony na pustyni…

– Wśród ludzi jest się także samotnym – rzekła żmija.”

Czy żmija miała rację? Czy wśród ludzi można czuć się samotnym? A gdyby tak dziś Mały Książę przybył na naszą planetę… Czy pośród miliardów ludzi mógłby czuć się samotny? Kupilibyśmy mu komórkę, żeby mógł dzwonić i wysyłać smsy. Założylibyśmy mu konto na skypie, no i obowiązkowo profil na Facebook’u. Oczywiście trzeba by Małego Przybysza wyposażyć w smartfon lub laptop i pokazać mu jak to działa. I wiecie co? Myślę, że długo udawałby, że nic nie rozumie, byleby tylko dłużej z nim być i rozmawiać, a nie zostawić go samego… z ekranem komputera.

Czy żmija miała rację? Czy wśród ludzi można czuć się samotnym? Być może ty też masz kilkadziesiąt kontaktów w swoim telefonie i setki znajomych na Facebook’u, ale gdy przychodzi wieczór, wszystko cichnie i zostajesz sam ze sobą – czy nie czujesz się czasem dziwnie samotny?

Skoro jest nas na Ziemi ponad 7 miliardów – żaden człowiek nie może powiedzieć, że jest sam. Tylko co z tysiącami samotnych ludzi (w naszym technologicznie rozwiniętym świecie), którzy próbują ukoić swoją samotność w narkotykach, seksie, pracy, sporcie i wielu innych zajęciach, które i tak nigdy nie usuwają ich wewnętrznego niepokoju?

A więc żmija miała rację… Wśród ludzi można czuć się samotnym. Człowiek, aby uniknąć samotności, potrzebuje drugiego człowieka, ale tak naprawdę samotność nie znika zupełnie dopóki, oprócz kontaktu z ludźmi, nie nawiążemy kontaktu z Jezusem.

A co na to św. Faustyna? Czy ona czuła się kiedyś samotna?

W swoim Dzienniczku napisała: „chociaż ziemia jest tak zaludniona, to ja czuję się sama jedna, a ziemia mi jest straszną pustynią…” /Dz. 918/ „Dziś czuję się tak opuszczona w duszy, że nie umiem sobie tego wytłumaczyć. Skryłabym się przed ludźmi i płakała bez końca; nikt nie zrozumie serca zranionego miłością, a kiedy ono doznaje opuszczeń wewnętrznych, nikt go nie pocieszy.” /Dz. 943/

Faustyna, jak każdy człowiek, odczuwała czasem boleśnie osamotnienie, jednak nie doprowadziło jej to, do załamania, depresji, czy rozpaczy. Wiedziała gdzie szukać pomocy, i nawet gdy czuła się samotna, wiedziała, że nigdy nie jest sama! Odkryła w swoim życiu samotność jako przestrzeń spotkania. Rozumiała, że są w życiu trudne chwile, momenty opuszczenia i niezrozumienia przez innych, ale nie bała się tych chwil, bo w swoim własnym sercu odnajdywała nieustanną obecność Tego, który jest miłością i miłosierdziem.

„Czuję, że Bóg jest w sercu moim. (…) Z Nim idę do pracy, z Nim idę na rekreację,  z Nim cierpię,  z Nim się cieszę, żyję w Nim a On we mnie. Nigdy nie jestem sama, bo On mi jest stałym towarzyszem…” /Dz. 318/

Może więc samotność wcale nie jest taka straszna? Gdy przychodzi wieczór, wszystko cichnie, zostajesz sam ze sobą i czujesz się samotny… – nie uciekaj od tego uczucia, nie chwytaj za telefon, nie włączaj laptopa. Przypomnij sobie Faustynę – patronkę samotnych. A może twoja samotność jest zaproszeniem do… spotkania?

s.M. Emanuela Gemza ZMBM

DLA ZAKOCHANYCH

fot.Lia Ballentine/flickr.com
fot.Lia Ballentine/flickr.com

             Ona – kobieta pełna entuzjazmu, wie czego chce, mówi co myśli,  a jednocześnie niezwykle subtelna i wrażliwa. ON – mężczyzna mający swoje zdanie, odpowiedzialny, silny, a przy tym troskliwy i czuły. Spotkali się pewnego dnia i “zaiskrzyło”…

Byłeś kiedyś zakochany? Ja też. To piękny czas. Wciąż myślisz o kochanej osobie, wciąż masz ją przed oczami. Potrafisz spędzać z nią długie godziny i nigdy nie jest nudno. Kiedy się żegnacie, już tęsknisz do następnego spotkania. Świat wygląda wtedy inaczej, a ty cały czas chodzisz z uśmiechem na twarzy. Wynajdujesz 1000 powodów, żeby choć na chwilę się spotkać, porozmawiać. Masz niezliczoną ilość pomysłów jak sprawić ukochanej osobie przyjemność. Po prostu cieszysz się życiem.

Ona poznała GO gdy była małą dziewczynką. Zaprzyjaźnili się i od tamtej pory dużo czasu spędzali razem. Kiedy dorosła wiedziała już, że ją kocha i że chce spędzić z nią resztę życia. Nie akceptowali tego jednak jej rodzice, więc próbowała o NIM zapomnieć. Kiedyś podczas imprezy, gdy tańczyła, nagle zobaczyła, że ON stoi obok strasznie smutny… Wybiegła z sercem rozdartym, pytając: Co dalej? Co mam robić? Było jej wszystko jedno, co pomyślą inni, co powiedzą rodzice. Na drugi dzień spakowała się, wyjechała i…wstąpiła do klasztoru. Uciekła przed miłością?  A może odnalazła miłość swojego życia?

Ona – św. Faustyna. ON – Jezus Miłosierny.    

To wszystko wydarzyło się naprawdę! (Nie wierzysz, że tak właśnie było? – przeczytaj “Dzienniczek” nr 7 – 10).

Faustyna – zakochana święta. Kobieta, która odnalazła miłość swojego życia.

Zakonnica zakochana i żyjąca w klasztorze? Czy to nie jakaś pomyłka? Praca w kuchni, ogrodzie, piekarni, na furcie – też mi romantyzm. Przypomina to raczej scenę z „Kopciuszka” jeszcze zanim spotkała księcia. A jednak Faustyna pośród zwyczajnej codzienności była zakochana do szaleństwa i szczęśliwa. Jak to możliwe?

„Nie szukam szczęścia poza wnętrzem w którym przebywa Bóg. Cieszę się Bogiem we własnym wnętrzu, tu z Nim ustawicznie przebywam.” /Dz. 454/

Pośród zwyczajnych, codziennych obowiązków, życia w milczeniu, z dala od świata, s. Faustyna odkryła, że w niej samej, w jej sercu JEST obecny JEZUS. I to właśnie ON jest Miłością jej życia.

 „Jednym spojrzeniem przeniknęłam świat cały i nie znalazłam miłości dla serca swojego. W niebo spojrzałam, bo ten cały świat jest za mały. Zapragnęłam MIŁOŚCI NIEŚMIERTELNEGO!”              /por. Dz. 1632 /

Byłeś kiedyś zakochany? Św. Faustyna też! Nie było chwili w ciągu dnia, żeby nie myślała o Jezusie, wciąż miała GO przed oczami (tak, nawet wtedy, gdy obierała ziemniaki wiedziała, że ON „obiera je” razem z nią!). Potrafiła spędzać długie godziny na modlitwie – rozmowie z Jezusem i nigdy nie było jej nudno. Dla Faustyny świat naprawdę wyglądał inaczej, bo wiedziała, że nigdy nie jest sama. I ona też – jak każdy zakochany – wynajdywała 1000 powodów, żeby choć na moment spotkać się z Jezusem i z NIM porozmawiać. Kiedy tylko miała wolną chwilę zaglądała do Kaplicy, choćby tylko po to, żeby się do NIEGO uśmiechnąć. Miała niezliczoną ilość pomysłów jak sprawić JEMU przyjemność. Po prostu cieszyła się życiem.

Wszystko dookoła – kwiaty, słońce, ptaki – wszystko mówiło jej o Bożym Miłosierdziu, o JEGO miłości do niej i do wszystkich ludzi. Czuła się szczęśliwa, bo czuła się bezgranicznie kochana! I tak jak każdy zakochany nie mogła trzymać w tajemnicy tej wielkiej miłości – chciała powiedzieć o niej wszystkim! Chciała, żeby każdy człowiek mógł doświadczyć tej Miłości, która przytula do serca, przebacza, akceptuje i daje siłę do tego, aby żyć i cieszyć się życiem! Pisała więc pamiętnik – historię niezwykłej miłości. Jeśli chcesz bliżej ją poznać przeczytaj „Dzienniczek”. To książka zanana na całym świecie. Czytają ją ludzie na wszystkich kontynentach. Dlaczego? Bo każdy z nas chce kochać i być kochanym – jak Faustyna – patronka zakochanych.

 

s.M. Emanuela Gemza ZMBM