Czy to jakiś żart?

fot. Werner Kunz /flickr.com
fot. Werner Kunz /flickr.com

 

        To dość dziwne, że w świecie gdzie nie liczy się to, co wczoraj – ponieważ nie ma się już czasu na dzisiaj – wybieramy sobie na patronkę kobietę, która żyła 110 lat temu i w dodatku była zakonnicą… Cóż takiego ma nam do zaoferowania młoda kobieta ciągle w tym samym nudnym ubraniu, której dzień za dniem był prawie taki sam – te same twarze, te same modlitwy, ta sama pora wstawania? 

Cóż takiego do zaoferowania ma nam ktoś, kto skończył trzy klasy podstawowe i mieszkał połowę swojego życia na wsi, a drugą w zakonie? Nam młodym XXI wieku, którzy mamy dostęp do wszystkiego od zaraz, na nic nie musimy czekać, o nic nie musimy prosić…My inteligentni, oryginalnie ubrani, szybcy, wykształceni itd. To ona mogła by się wiele od nas nauczyć… I pewnie to prawda…

    Na pewno Faustyna nie potrafiła by z taką sprawnością i polotem występować w telewizji, chodzić po wybiegu, zbierać tytuły naukowe, czy też po prostu poruszać się w internecie (pewnie nie umiałaby nawet wrzucić zdjęcia na Facebooka….)

Czego więc my możemy się od niej nauczyć? Co my możemy „wyciągnąć” z nauki jej życia?

Myślę, że warto chwilę się na tym zastanowić. Każdy z nas ma inne życie, inny bagaż doświadczeń, który niesie i dla każdego z nas apostolstwo jej życia będzie miało inny wymiar. Chcę spojrzeć na Faustynę z perspektywy Heleny Kowalskiej- młodej dziewczyny, która ma pragnienia w sercu i na to, co ona z nim robi?

Kiedy Helena odkrywa swoje powołanie – dzieli się tym ze swoimi bliskimi i pyta ich co oni o tym myślą. Kiedy spotyka się z niezadowoleniem ze strony rodziców, przyjmuje ich decyzję- to jest postawa szacunku do rodziców. Postawa, której tak często nam – młodym – brakuje. Nawet nie rozmawiamy ze swoimi rodzicami co nam „gra w sercu”, ukrywamy przed nimi naszego chłopaka, plany, przyjaciół, zainteresowania- bo przecież co „starzy” mogą wiedzieć? Nie wierzymy w to, że nasi rodzice nas kochają i mogą po prostu chcieć dla nas dobrze. Nie chodzi o to żeby ślepo iść za tym, co mi mówią inni, ale o to, że z szacunku i miłości do tych którzy mnie wychowali mogę dzielić się z nimi swoim życiem i planami.

Często jest też tak, że właśnie dlatego, że mamy tak wiele – boimy się to stracić i  kurczowo trzymamy się mody panującej wśród naszych rówieśników. Boimy się wypłynąć na głębię. Brak nam odwagi i ruszenia za PRAGNIENIAMI naszego serca- wolimy spełniać swoje pierwotne potrzeby i „nie daj Boże” żeby ktoś zadał pytanie : Czy jesteś szczęśliwy/wa w tym co robisz? Dlaczego „nie daj Boże” ? Bo wybuchnę płaczem – ponieważ szczęśliwa nie jestem! Tylko brak mi odwagi odejść z dobrze płatnej pracy, zrezygnować z posady załatwionej przez tatę, czy po prostu pójść za głosem serca.

A co robi Helena? Jedzie do Warszawy, nie organizując niczego, tak po prostu, w jednej sukience. Jedzie, bo tak Pan powiedział, bo tak czuje – bo jest odważna. I co tam ją spotyka? Nic przyjemnego- pukanie od drzwi do drzwi- a może ją ktoś łaskawie przyjmie? A jak ją już przyjmują – to dają jej warunki: Tak, ale za rok, jak będziesz miała posag… Myślę o tym, jak ja bym na to zareagowała?  Pewnie tyle by mnie widzieli…a może już po pierwszej zamkniętej przede mną furcie wróciłabym do domu, bo nie starczyło by mi wytrwałości

I ostatnia cecha Faustyny, o której chcę dziś wspomnieć, to zaufanie do Tego, który jest godny zaufania! Jest jedno zdanie, którym można by podsumować  całe jej życie – JEZU UFAM, TOBIE! Dla mnie jest to cecha najbardziej potrzebna nam – młodym ludziom XXI wieku. To jest postawa, która mówi, że jak Pan Jezus – Miłosierny Król obiecał, że będzie z nami aż do skończenia świata – to będzie! Jak obiecał, że będzie nas strzegł jak źrenicy oka – to strzeże! Jak powiedział, że Jego Miłosierdzie jest większe od Jego sprawiedliwości- to nie muszę się bać do Niego zbliżyć i pić z tego zdroju miłosierdzia.

Jezus jest droga, prawdą i życiem. Tego nas uczy apostołka Bożego Miłosierdzia, że nie zawstydzi się nikt, kto Jemu zaufa i za nim pójdzie – a nawet więcej otrzyma niż się spodziewa…

No bo któż by się spodziewał, że prosta dziewczyna „znikąd” –  zostanie apostołką Bożego Miłosierdzia, patronką Światowych Dni Młodzieży, a jej wizerunek obiegnie cały  świat?

 

ewa_malinowska.001