St. Faustina on the tram?

ZIMG_0553a

Sunday. A sunny, lazy afternoon. I’m waiting at the tram stop. Last week’s tormenting thoughts are crazily running through my mind, and I’m thinking of all that’s going to happen next week. An incident brings these annoying thoughts to an abrupt end. Suddenly a group of people come to the tram stop out of nowhere: 12 persons, including 3 nuns, and each of them holding some thick book in their hands. Some of them are reading, flicking through the book, others are talking. Did a new bestseller just come out? Puzzling! What’s going on? Finally, one of them comes up to look at the tram schedule. I can see a picture of a nun on the book cover, but I can’t read the title!My tram—“No. 8”—is here. The group of readers follows me onto it. I validate my ticket. When I turn around to look at them, everybody is sitting down and reading. They are holding the books in such a way that I can at last see the title:

My tram—“No. 8”—is here. The group of readers follows me onto it. I validate my ticket. When I turn around to look at them, everybody is sitting down and reading. They are holding the books in such a way that I can at last see the title: “The Diary of Saint Sister Faustina”.

Seriously? On the tram? Why do they feel like reading sacred books in such a public place?  Or does this seem strange only to me? I glance at the other passengers. Their eyes are restless, everybody is looking in a different direction. Somewhere down the tram, I hear loud, annoying music. It looks like I’m the only one who noticed the group of people with their books. At the next stop, a few people who get on the tram look at the covers with Merciful Jesus or Saint Faustina—but without being surprised!

I really don’t know what to make of it? What’s up with them? Why are they reading it with such intensity? Do they think they are better than other people? I am looking at their bright faces, and I can see something in common. Some kind of warmth… a kind of happiness, a smile and sincere concentration on the book. I have no clue what this diary is about, but it looks like they’re hooked on it.

All of a sudden, I can hear a couple of German tourists at my side. It looks like I’m not the only one who noticed that this tram has become a public reading room! The Germans have discovered that everybody’s reading the same book, and has a happy face!

At each tram stop, the passengers secretly look at the cover of the book, reading it over a shoulder. The readers of the diary are giving out some tiny cards.

I’m approaching my stop. It’s time to get off. When I reach out to the door, one of the guys stops me and gives me the tiny card. I look questionably “What is this?” but I don’t have time to hear out the answer. The door opens and I have to get off.

I’m walking down the road but I can still see their smiling faces, calm as if they don’t have any worries in life. Where is this peace coming from? Don’t they have families, jobs, aren’t they fed up with anything? Maybe this was some kind of a prayer or a religious group… but a civil one? I must admit that even though they don’t look like it, they are very strong and brave. These days, it doesn’t happen that people make the sign of the cross when passing a church or before eating in a restaurant. Does anybody still say “God bless” when going past the clergy? And they read “The Diary of Saint Faustina” without any shame, on public transport.

The only thing I’m still wondering about is why? Are they insane? They really ask for sarcastic comments, maybe even mockery, outrage, criticism. Did they want to shock people? Maybe there was a hidden camera and they were checking out people’s reaction? No, this makes no sense…

My thoughts about meeting this group of readers are trying to get rid of my worries, of a feeling of not being understood by others, of all devastating and annoying thoughts relating to my friends and work. All these small and big disappointments, resentments, wounds, which probably most of us have in our hearts… and suddenly I remember the card, still crushed in my hand.

„Tell me about everything, be sincere in dealing with Me, reveal all the wounds of your heart. I will heal them, and your suffering will become a source of your sanctification.”

                                                                                              Jesus (Diary 1487)

Gosh! Why this quote exactly? As if somebody was digging into my mind. I am looking around to see if maybe it’s like in the movies and my thoughts are being heard over the speakers. Breathe in, breathe out…. Relax… I’m calm. Nobody knows what’s going on in my heart. Just me and JESUS.

OK, but going back to what’s still happening on tram No. 8. For whom do they do it? And suddenly I hear these words in my ears: For Jesus, „for the sake of His sorrowful Passion.”

Oh… right…

M.Cz.

Poznałem Go dzięki niej…

fot.steve p2008/flickr.com
fot.steve p2008/flickr.com

 

Wielu świętych Kościoła katolickiego i innych „ludzi chrześcijaństwa” miało wpływ na to, że znalazłem Boga, uwierzyłem w to, że istnieje i realnie Mu na mnie zależy. Czytałem dzieła Św. Augustyna z Hippony, Św. Ludwika Grigniona, Św. Jana Pawła II jak również Benedykta XVI. Rozczytywałem się w znakomitych pozycjach Vittorio Messoriego  czy też genialnego C.S. Lewisa. Wszyscy wyżej wymienieni  mają ogromny wpływ na ukształtowanie się moich poglądów w kwestii chrześcijaństwa. Jest jednak osoba, która sama jedna w krótkim czasie zrobiła więcej od nich wszystkich razem,  tą osobą jest Św. Faustyna Kowalska.

Orędzie o Bożym Miłosierdziu przez nią przekazane, w bardzo krótkim czasie dało początek najdynamiczniej rozwijającemu się kultowi na wszystkich kontynentach! Czy to już samo w sobie nie jest pewnego rodzaju cudem? Czymś wręcz szalonym? To nie wymyślona fantastyka przez świetnego pisarza lub przebiegłego oszusta, a najprawdziwszy fakt! U Boga nie ma nic niemożliwego, chciałoby się nawet rzec, że u Pana Boga to norma, standard, coś, co dla katolików jest chlebem powszednim, wizytówką Wszechmocnego.

Święci nie są doskonałymi jednostkami, to raczej ludzie, którzy mocno zdali sobie sprawę ze swej niedoskonałości. Dali się prowadzić  Bogu i przez tą pokorę i wypełnianie nauki  Chrystusa mieli i nadal mają wielki wpływ na całą cywilizację. Paradoksalnie, nie gonili za popularnością a tymczasem popularności i szacunku mogą im pozazdrościć największe gwiazdy filmu, czy muzyki. Coś, co jest małe w oczach świata ma nieskończoną wartość dla Boga i musi w końcu wykiełkować.

Czytając „Dzienniczek” Świętej Faustyny musiałem się co kilka linijek zatrzymywać, przeczytanie kilku kartek często zajmowało mi  godzinę (z góry uprzedzę przychodzące w pierwszej chwili  do głowy pytanie: Tak, potrafię czytać!) . Ze słów Świętej bije nie do opisania prawda, nie ma tam żadnego fałszu, wyolbrzymienia, ona to wszystko naprawdę przeżyła. Najmocniej w dziele Świętej Faustyny  rzuca się w oczy właśnie ta szczerość myśli, całe życie tej „Sekretarki” Bożego Miłosierdzia potwierdza prawdziwość tego wydarzenia, to niesłychane! Przed przeczytaniem „Dzienniczka” uważałem, że Bóg jest co prawda miłosierny, nie sądziłem jednak, że w takim stopniu. Przyznam szczerze, że to mnie zszokowało. Co kawałek zatrzymywałem się nad tekstem i rozważałem, zastanawiałem się „Czy Bóg może być aż tak miłosierny i dobry?” Z pomocą przyszły dosłownie w kilka chwil później słowa samego Jezusa, zapisane w „Dzienniczku”:  MIŁOSIERDZIE MOJE JEST TAK WIELKIE, że przez całą wieczność nie zgłębi go żaden umysł, ani ludzki ani anielski”.  Wtedy zrozumiałem, że i tak tego nie pojmę, ale muszę za to być tak wdzięczny, jak za każdą sekundę mojego życia. Święta Siostra Faustyna pokazała mi Jezusa Chrystusa, który kocha mnie bardziej niż cały wszechświat, Ciebie również.

Siostra Faustyna zaufała Chrystusowi, Pan Jezus stał się dla niej przewodnikiem, zaufała mu całą sobą, a On nie szczędził jej ogromu łask.  Należę do ludzi twardo stąpających po ziemi, gdy czemuś/komuś nie wierzę, od razu o tym mówię. Ciężko sprawić bym od tak, po prostu zaufał, nie mając bardzo rzetelnych argumentów ku temu.  Od 2010 roku zajmuję się amatorsko apologetyką chrześcijańską, czyli obroną wiary. Wątpliwości w wierze są rzeczą absolutnie normalną, zdarzają się gigantom wiary, to co dopiero takim osobom, jak ja. Mimo to, w pewnym okresie miałem aż za dużo tych wątpliwości, dzięki Faustynie zrozumiałem gdzie wcześniej popełniłem błąd. Próbowałem poznać Boga samym rozumem, kompletnie zagubiłem sedno wiary, zapomniałem otworzyć duszę na miłość Chrystusa. Bez tego ani na krok nie da się zbliżyć do poznania dobroci Boga.

Mylą się Ci, którzy szukają Boga tylko metodami naukowymi, nie skończy się ta droga powodzeniem, wiem coś o tym bo przez lata postępowałem podobnie.  Bez osobistej relacji z Jezusem  nie poznamy Go. Tak jak nie da się zrozumieć treści książki nie otwierając jej.  Po przeczytaniu jakiś trzydziestu procent „Dzienniczka” poszedłem do spowiedzi, dwukrotnie w ciągu dwóch tygodni.  „Przypadek” chciał, że zacząłem czytać „Dzienniczek” kilka tygodni przez Wielkanocą i Świętem Bożego Miłosierdzia i po raz pierwszy w swoim życiu uczestniczyłem w dwóch Świętach!  Po raz pierwszy  od kilkunastu lat byłem w Kościele dwie niedziele z rzędu i po raz pierwszy w ogóle w te dwa Święta!  Nigdy wcześniej nie pomyślałbym, że Święta Faustyna stanie się tą, która najwięcej „namiesza” w moim życiu duchowym. To zdecydowanie moja ulubiona, najważniejsza dla mnie Święta. Nie jest ona dla mnie jakimś odległym artefaktem przeszłości, jest zgoła zupełnie odwrotnie. Święta Faustyna stała się dla mnie bliską osobą, a kiedy zdarza się mi upaść, mam swoje „lekarstwo”. Tym „lekarstwem” jest Jezus Chrystus, którego najlepiej poznałem w „Dzienniczku” Siostry Faustyny. Dziękuję to za mało, postaram się lepiej żyć, z tego Św. Faustyna by się na pewno bardziej ucieszyła 🙂

adrian_santos_blog.001

Niezwykły pamiętnik…

fot.Kévin Couette/flickr.com
fot.Kévin Couette/flickr.com

 

                   Są w życiu przyjaźnie krótkie, długie, chwilowe. Ale są też takie, które trwają całe życie, nawet po śmierci. Moja przyjaźń taka właśnie jest. Darzę nią osobę, która jest dla mnie tak ważna jak najbliżsi. To święta siostra Faustyna.

Wszystko zaczęło się kilkanaście lat temu, kiedy w moim domu pojawił się obraz ,, Jezu, ufam Tobie ”, zakupiony w czasach zakazu szerzenia kultu Bożego Miłosierdzia. Kupiły go moja babcia i mama. Kiedyś zapytałem babcię: „ Kto namalował tego Jezuska? ” Pamiętam do dziś, jak babcia wzięła mnie na kolana i zaczęła opowiadać: ,,Wiesz Mateuszku, była sobie kiedyś dziewczyna o imieniu Helenka, która tak strasznie kochała Jezusa, że on wybrał ją sobie, aby całemu światu przypomniała o jego wielkiej miłości i miłosierdziu dla każdego z nas. Ponadto, została jego sekretarką”. Tak rozpoczęła się moja wielka przyjaźń ze Świętą, która trwa do dzisiaj.

Wchodząc po raz pierwszy do kaplicy klasztornej i patrząc na Cudowny Obraz, oczy i uśmiech Pana Jezusa stanąłem jak wryty. Myślałem, że widzę go na żywo. Pomyślałem sobie: ,, Mam objawienie jak Faustyna!🙂 Potem mama kupiła mi w księgarni sióstr ,,Dzienniczek” Świętej. Ktoś kiedyś powiedział, że jak się raz otworzy tę książkę, to już się jej z rąk nie wypuści. I miał rację – z tą książką się  nie rozstaję.

Później  spotkałem się z Chrystusem na Rio w Krakowie. To  zmieniło moje patrzenie na Boga, ale też utwierdziło mnie w przekonaniu: Jezusowi naprawdę na mnie zależy, pomimo moich wad i błędów, On mnie nie oskarża i nigdy nie potępia. To dla mnie zrobił krok w przepaść krzyża, w której połamał się na kawałki – z miłości ! 

Na drugi dzień rozpoczęła się moja przygoda z wolontariatem ŚDM Kraków 2016, bo Jezus w ławce obok mnie posadził dzisiejszego koordynatora wolontariatu – Kasię Kucik. Jednak równocześnie z rozpoczęciem pracy na wolontariacie Szatan rozpoczął swoją zemstę. Osoby, które były dla mnie dużymi autorytetami zaczęły mnie oczerniać, wyśmiewać się ze mnie. Popadłem w „deprechę”, zaś Faustyna zadziałała błyskawicznie (to była Akcja Ratunkowa). Jakaś niewypowiedziana siła przyciągnęła mnie na łagiewnickie wzgórze. Wszystko się ułożyło. Przebaczyłem im.

,,Dusza, która zaufa Mojemu miłosierdziu, jest najszczęśliwsza, bo Ja sam mam o nią staranie”.

To moje motto z „Dzienniczka”. Dzisiaj, kiedy jestem w wolontariacie ŚDM, mogę powiedzieć, że jestem szczęśliwy, bo Jezus przez Faustynę wkroczył w moje życie, i zajął w nim pierwsze miejsce.  To dzięki niej, powtarzam każdego dnia : JEZU, UFAM TOBIE !!!

Mateusz_Walach.001

FOR THOSE WHO ARE IN LOVE

fot.Lia Ballentine/flickr.com
fot.Lia Ballentine/flickr.com

          She – a woman full of enthusiasm, who knows what she wants, who says what she really thinks, yet a very delicate and sensitive soul. He – a man having his own opinions, responsible, strong but at the same time caring and tender. They met one day and that was the beginning….                                                                                                                                               Have you ever been in love? So was I. It’s a beautiful time. You constantly think about the person you love, you always have him or her before your eyes. You can spend long hours with your beloved and you are never bored. At the moment you say goodbye, you start yearning for the next meeting. The whole world looks different then, and you never stop smiling. You can find  thousands of reasons for meeting him or her even just for a moment. You have many ideas about how to please your beloved. You just enjoy life.

            She met HIM when she was a small girl. They made friends, and since that time they spent a lot of time together. When she grew up she knew  HE loves her and HE wants to be with her for all her life. But her parents didn’t approve of HIM, so she tried to forget. Once, when she was dancing at a party, she suddenly saw HIM standing nearby. HE was very sad….. She ran out and her heart brimmed with sadness and dilemma. What next? What am I to do now? She didn’t mind what the others may think, what parents may say. The next day she packed her things, left home and … entered a convent. Did she run away from her love or perhaps she found her love?

            She – Saint Faustina. HE – Merciful Jesus.

All this really happened!

( If you don’t believe, read  “Diary” nos 7 -10)

            Faustina – the Saint in love. The woman who found love in her life.

A nun in love, living in a convent. Isn’t it a mistake? Chores in the kitchen, garden, bakery or at the gate – where’s  romaticism in them? It looks like a scene from “Cindarella”, but before she met her prince. However, Faustina was deeply in love, and happy. How was it possible?

“I look for no happiness beyond my own interior where God dwells. I rejoice that God dwells within me; here I abide with him unendingly.” (Diary 454)

            Saint Faustine lived in silence, far from the world, did her duties, and in her simple life she discovered that inside her heart there is JESUS. And it was HE who was her Love.

“With one glance, I penetrated the whole world, and I found no other love like the love of my heart. Therefore I looked into the world of eternity – because this one is too small for me. My heart has desired the love of the Immortal One.” (Diary 1632)

            Have you ever been in love? Saint Faustina was!  Every single moment of the day she thought about Jesus. She always had HIM before her eyes (yes, even when she was peeling potatoes, she knew HE “was peeling them” together with her!) She could spend long hours praying – talking to Jesus, and she was never bored. The world looked different for Faustina because she knew she was never alone. And, as everyone who is in love, she could find thousands of reasons for meeting and talking to Jesus even for a while. When she was free she used to drop in at the Chapel just to smile at HIM. She had many ideas how to please HIM. She enjoyed life.

Everything around her – flowers, birds or the sun – told her about God’s Mercy, HIS love to her  and all the people. She felt happy because she felt she was dearly loved!  And, as everyone who loves, she couldn’t keep it secret – she wanted to tell all people about this great love! She wanted every man to experience this Love which cuddles to heart, forgives, accepts, gives the power to live and enjoy life! So she wrote a diary – the story of the extraordinary love. If you want to learn more about it read “Diary”. This book is known all over the world. People read it on all continents. Why? Because everyone wants to love and be loved – like Faustina – the patron of those who are in love.

 sr. M. Emanuela Gemza OLM